Punk we wschodnich żyłach – recenzja filmu „Lato”

Porom roku w sztuce przypisuje się niejednokrotnie symboliczne znaczenie – są one alegorią cyklu życia, od narodzin do śmierci. Lato rozpatrywane w tym znaczeniu jest okresem najwspanialszym, szczytowym, przynoszącym najsoczystsze owoce. Najnowszy film Kiriłła Sieriebriennikowa opowiada o momencie najlepszego rozwoju muzyki punk w Związku Radzieckim, a konkretnie w Leningradzie, gdzie działał legendarny Rock Klub.

Punk jest najbardziej buntowniczym względem jakiegokolwiek systemu gatunkiem rocka. Jakim cudem zdołał się on uchować i rozwinąć w jednym z największych miast socjalistycznego mocarstwa? Jak to się stało, że to właśnie brzmienie anarchii stało się dźwiękiem pokolenia? „Lato” nie odpowiada na te pytania. „Lato” po prostu pokazuje nam zaistniałe zjawiska jako fakt dokonany, elektryzując nasz zmysł słuchu zarówno „wrogimi” światowymi arcydziełami tej gałęzi muzycznej jak i autentycznymi lokalnymi perełkami tamtych czasów.

Nie tylko punk jest bohaterem filmu Sieriebriennikowa. Fabuła kręci się wokół niecodziennego trójkąta – Mike’a Naumenko, jego żony Nataszy oraz „przyjaciela domu” Wiktora Coja. Ten ostatni wplata się z wzajemnością w emocjonalne więzi z pozostałą dwójką. Nie wiadomo kogo postać młodego muzyka fascynuje bardziej: ją, odczuwającą coraz mocniejszy pociąg seksualny, czy jego, odnajdującego w sobie ojcowskie uczucia i dbającego maksymalny możliwy rozwój młodszego kolegi z branży. Każdy w tej prostej, a zarazem przedziwnej figurze geometrycznej potrzebuje pozostałych – tak samo jak potrzebuje czuć we krwi punk.

Mike i Wiktor – relacja muzyków pełna wzajemnej fascynacji

Postać Mike’a  jest w tym zestawie najtragiczniejsza. Człowiek zdolny do oddanej, platonicznej miłości, obdarzony niebywałym talentem gdzieś w trakcie historii się łamie. Może przyczyną tego są młodsi, zdolniejsi w jego oczach koledzy z branży? Może niespełnione marzenia o prawdziwej muzycznej wielkości? Może tęsknota za buntowniczym i szalonym latem swojego życia? Romans żony nie pomaga poradzić sobie z wewnętrznymi demonami. Psychika bohatera rozsypuje się na naszych oczach, a beznadzieja zapętla się wokół niego blokując jego rozwój już na dobre.

All The Young Dudes – piosenka która brzmi w głowie Mike’a

Roma Zver, który wcielił się w rolę Mike’a, z aktorstwem na co dzień nie ma wiele wspólnego. Sam uważa, że ta profesja ogranicza wolność człowieka. Jest piosenkarzem rockowym – może dlatego tak świetnie oddał emocje człowieka, dla którego muzyka jest najważniejsza?

Jeszcze ciekawszy jest fakt, że grający Wiktora Koreańczyk Teo Yoo tak naprawdę… nie mówi po rosyjsku. Trzeba przyznać, że młody aktor z zadaniem poradził sobie dosłownie śpiewająco, a braki językowe dla przeciętnego widza są niesłyszalne.

Najbardziej w tej, trzeba przyznać melancholijnej, historii irytuje pojawianie się na ekranie niejakiego Sceptyka (Aleksander Kuznetsov). To on w momentach największego szaleństwa i buntowniczej euforii pojawia się on informując widza: „To się nie wydarzyło”. On też nie istniał. Jego bytność to przeciwwaga dla zwariowanych marzeń bohaterów o rzeczywistości. Czymże innym są bójki w pociągu w rytm „Psychokiller” czy autobus śpiewający „Passenger” – niż właśnie szaleństwem wyobraźni?

Sceny zrodzone w głowach bohaterów nadają całemu dziełu rys musicalowy, jednak nie jest to przewodnia cecha gatunkowa „Lata”. To zagranie reżysera jest na swój sposób genialne – pozwala na oddanie zachodnim klasykom rocka należytych im honorów, nie pozwalając jednocześnie grać pierwszych skrzypiec (choć w tym wypadku bardziej pasowałoby napisać – pierwszej gitary). To piosenki Wiktora Coja są w tym filmie najważniejsze – tak jak to ma miejsce dla wielu Rosjan do dziś. Twórczość muzyka (wraz zespołem Kino) miała niebagatelny wpływ na kulturę wschodnią, nie tylko sowiecką i jej popieriestriejkowe dzieci.

Pamiętajcie – to się nie wydarzyło

Film ten nie aspiruje do osądzania epoki i realiów w jakich jest osadzony. Tutaj ostatnie dziesięciolecie istnienia Związku Radzieckiego to przestrzeń dla rozwoju punku taka jak każda inna. Może i oficjalnie uważa się, że to muzyka największego wroga, dziecko zepsutego zachodu – jednak nie trudno na ulicach Leningradu zdobyć zakazane krążki, a grać koncerty rockowe można w odgórnie do tego przeznaczonym klubie pozostającym pod opieką państwa. Młodzież na tego typu wydarzeniach kulturalnych oczywiście nie może wykazywać zbytniego entuzjazmu, ale przyjść i posłuchać nikt nie zabrania. Cenzura? Jaki problem, każdy tekst piosenki da się przecisnąć jako sztukę satyryczną.

W rzeczywistości muzyka punkowa dużo mocniej ulokowana była w politycznym kontekście, niż zaprezentowane jest to w „Lecie”. Wiktor Coj już po swojej tragicznej śmierci w wypadku samochodowym na Łotwie oskarżany był o działalność na rzecz Stanów Zjednoczonych. Według skrajnych przekonań uważa się wręcz, że jego muzyka pisana była dla niego w Hollywood w celu rozsadzenia Związku Radzieckiego od środka, a on sam miał być szpiegiem CIA.

Mama Anarchia – jeden z największych przebojów zespołu Kino

Sieriebriennikow nie tylko stworzył film o buntowniczej subkulturze na radzieckich ziemiach. Sam do pokornych dusz nie należy. Od lat pozwalał sobie na krytykę władzy za co wreszcie przyszło mu zapłacić wysoką cenę – postawiona mu zarzuty rzekomej defraudacji pieniędzy. Jeszcze w 2017 roku zamknięty został w areszcie domowym, gdzie udało mu się dokonać montażu i postprodukcji „Lata”. Historia zaprezentowana w filmie Sieriebriennikowa jest oczywiście „podkolorowana” (choć nadano jej na ekranie barwy szarości) i politycznie ugrzeczniona, jednak nie zmienia to faktu że buntowniczy duch cały czas jej patronuje. Niestety – nawet w postradzieckiej Rosji bunt nie jest mile widziany. Czy uwięziony za przekonania reżyser będzie miał jeszcze kiedyś okazję stworzyć dzieło na miarę „Lata”?

Film miał swoją światową premierę na Festiwalu w Cannes. W polskich kinach grane jest od 31 sierpnia.

Wasza HoSanna

Ps. Jeśli kogoś interesują losy subkultur w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich szczerze mogę polecić dokument „Soviet Hippie”.

Foto: Hype Films Co. Ltd.

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej Tekstów
Nowe Horyzonty ’18: festiwal filmowych wspaniałości

Chrup Chrup! Ta strona używa ciasteczek. Więcej informacji na ich temat znajdziesz w zakładce "Polityka Prywatności" O co chodzi?

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close